niedziela, 26 czerwca 2011

A ta historia jest krótka i niektórym znana - jak siedzisz w kasynie do rana, piłka jest mniej kochana!

Mierzejewski, Peszko, Jeleń, Sobolewski, Mila, Wasilewski, Matusiak, Gevorgyan – co łączy wszystkich wymienionych tutaj graczy? Na pierwszy rzut oka niewiele. Zapewne wielu ludzi, niezwiązanych na codzień z płocką piłką miałoby problem wskazać co jest w tym wypadku wspólnym mianownikiem... Wyłączam tutaj ludzi z Płocka, ponieważ... wszyscy wymienieni z nazwiska występowali w barwach płockiego klubu, oczywiście nie w jednym sezonie, tworząc jedną drużynę bo o takim zespole w szczytowej formie na pewno każdy świadomy fan polskiej piłki kopanej by slyszał.
Niestety tak się nie stało, z prostego powodu – żaden z wyżej wymienionych piłkarzy nie pokazał w Płocku pełni swoich niewątpliwych umiejętności, które ujawniły się u późniejszych pracodawców (chlubnym wyjątkiem mogą być tutaj Peszko i Jeleń, którzy jednak swojego czasu poprowadzili nas do zdobycia Pucharu Polski), dlatego też prędzej (Mila, Wasilewski, Matusiak, Sobolewski) lub później (Gevorgyan, Mierzejewski) opuścili płockie "bagienko" jak często nazywany jest przez postronnych kibiców nasz klub...
Do poruszenia tego tematu zainspirował mnie niedawny transfer Adriana Mierzejewskiego do Turcji, za który tureccy właściciele klubu zapłacili 5 milionów euro czyli bagatela 21 milionów złotych. Co by nie mówić, kwota nie mała, zwłaszcza biorąc pod uwagę polski rynek, gdzie Mistrz Polski nie wyda na zawodnka milona euro, ponieważ mogłoby to przyczynić się do niechybnego upadku klubu... Przedmiotem moich rozmyślań, z resztą nie pierwszy raz, padło twierdzenie, dlaczego w Płocku tak trudno po prostu DOBRZE GRAĆ, DOBRYM przecież piłkarzom?
Wszyscy piłkarze, od których nazwisk rozpoczyna się owy tekst grali przecież w reprezentacji, są lub byli jednymi z najlepszych polskich piłkarzy, grają (Jeleń, Peszko, Wasilewski), grali (Matusiak, Mila) lub będą grali (Mierzejewski) w silnych, zachodnich klubach. Myślę, iż nie bez powodu przytoczyłem tutaj cytat przewijający się na trybunach niebiesko-biało-niebieskiego klubu, o swoistym bagienku panującym swego czasu w Płocku. Nie od dziś wiadomo, iż mimo tego, że Płock jest niewielkim miastem przy takich metropoliach jak Warszawa, Poznań czy Kraków, to jednak swoje uroki, ciemne uliczki i kolorowe kasyna ma... Tutaj dosięgamy sedna problemu, którym w wypadku wielu graczy przewijających się przez Wisłę, okazał się kluczowy – hazard.
 Niejednokrotnie słyszało się na stadionie, pod stadionem, za stadionem również, ale także w mediach, o tym jaką skłonność do hazardu mają polscy piłkarze - ot dwudziestoparo letni chłopcy, którzy zarabiają kilkanaście tysięcy miesięcznie za kopanie kawalka skóry – przecież to normalne, że tacy panowie nie będą spędzać wolnego czasu w kinie, na romantycznych kolacjach z wybranką swojego serca, na graniu na konsoli, jak to próbują nam wmówić we wszelakich wywiadach w prasie, lecz raczej będą starać się udowodnić, kto tu jest Królem Życia i kto potrafi więcej wypić, postawić, wrzucić w maszynę lub zapłacić więcej dziwce. Smutne, lecz prawdziwe, idealnie w tą idelogię wpisać można przypadek Vahana Gevorgyana, który nigdy nie krył się ze swoim uzależnieniem od pozaboiskowego sportu, w którym zapewne był jeszcze lepszy niż na boisku...:  
-Niektóre media kilka miesięcy temu pisały, że znów ma Pan problemy z hazardem i imprezami. Kłamały, czy mówiły prawdę?
  • To było bardzo dawno temu. Później był jakiś artykuł w "Fakcie". Zrobiono mi zdjęcie, gdy przechodziłem obok kasyna, ale to jeszcze nie znaczy, że w nim grałem. Nie przejąłem się tym. Nie chcę już roztrząsać tych spraw i do nich wracać. Mam "czystą" głowę i myślę tylko o grze w piłkę. Dorosłem w końcu. W grudniu skończę 30 lat, to już była najwyższa pora.
Oczywiście, nie wątpię w dobrą wolę oraz chęć poprawy Wanika, ale trochę szybko się zorientował, że nie o to w tym wszystkim chodzi... Pamiętam, jak bodajże siedam lat temu piłkarz ten debiutowałw meczu z USA, wszystko zapowiadało się pięknie, a jak się skończyło? Spadkiem do trzeciej klasy rozgrywkowej w Polsce w obecnym sezonie z KSZO Ostrowiec...Choć Wanika nie należy za to w dużym stopniu winić, z tego co zaobserwowałem w prasie oraz w rubryce strzelców goli, był on wyróżniającą postacią w Świętokrzyskiej drużynie, jednak co z tego, na pewno nie tak wyborażał on sobie swoją karierę w momencie debiutu w reprezentacji Polski...

4 komentarze:

  1. Trudno się nie zgodzić. No ale polscy piłkarze raczej nie są profesjonalistami. Szkoda Wisły Płock, powinni grać w Ekstraklasie

    OdpowiedzUsuń
  2. Potencjał to wy mieliście i to spory, bo nazwiska które wymieniłeś dobitnie o tym świadczą. Szkoda tylko błędów w organizacji klubu. Były puchary nawet, a klub z tego nie skorzystał, a szkoda. Wystarczyło przecież dać tym zawodnikom możliwość rozwoju, przebudować bazę treningową, cokolwiek zrobić, by futbol w Płocku nie umierał, a dziś jak jest każdy widzi. Nawet Gerard (z) Bieszczad u Was nie chciał grać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na wstępie gratuluję świetnego artykułu. Zgadza się, potencjał był ogromny jednak jak dzisiaj czas pokazuje - nie wykorzystany. Patrząc na obecną pozycję Wisły Płock w polskiej piłce ciężko przez głowę przechodzi myśl, że tacy piłkarze przewinęli się przez płocki klub.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początek gratuluję artykułu. Ze wszystkim się w stu-procentach zgadzam. W sierpniowym PN z zeszłego roku pojawił się artykuł właśnie na temat hazardu i muszę przyznać, że twój jest lepszy! Uważam, że taki klub jak Wisła, powinna grać w Ekstraklasie, duży stadion, świetni kibice i jak tu nie grać w Ekstraklasie. Dobrze, że teraz gracie na zapleczu Ekstraklasy i może za rok powrócicie do najlepszej elity.

    OdpowiedzUsuń